Łukasz Moneta nie spodziewał się, że wróci do Legii

Moneta tego lata rozpoczął swój drugi pobyt w Legii.

Piłkarz po raz pierwszy na Łazienkowską trafił w superbet 2013 roku.

Młodzieżowy reprezentant Polski grał głównie w rezerwach, w pierwszym zespole zadebiutował na początku sezonu 2014/15. 23-letniemu dziś zawodnikowi szansę dał Henning Berg, jednak Moneta zaliczył tylko trzy występy.

Po roku spędzonym na wypożyczeniu w Wigrach Suwałki, po piłkarza zgłosił się Ruch Chorzów. Na Śląsku skrzydłowy spędził półtora roku, na początku lipca ponownie zgłosiła się po niego Legia, która aktywowała zapisaną w kontrakcie piłkarza klauzulę odstępnego.

 

Konrad Ferszter: Ostatnie tygodnie były dla ciebie bardzo intensywne. Po zakończonym sezonie ekstraklasy pojechałeś na młodzieżowe mistrzostwa Europy, zaraz po nich wróciłeś do Legii. Miałeś w ogóle czas na odpoczynek?

Łukasz Moneta: Niewiele, ale jestem bardzo szczęśliwy. To był szalony czas, pełen skrajnych emocji. Najpierw z Ruchem spadłem z ligi, później uczestniczyłem w dużym turnieju, na którym grałem sporo i strzeliłem gola. Po krótkim urlopie zgłosiła się po mnie Legia. Te ostatnie tygodnie na zawsze zostaną w mojej pamięci.

Jak będziesz wspominał MME? Z jednej strony reprezentacja zawiodła, z drugiej ty byłeś jednym z jej liderów.

– Na turniejach najważniejszy jest wynik, a my nie osiągnęliśmy celu, który sobie założyliśmy. Boisko brutalnie nas zweryfikowało, zwłaszcza w spotkaniu z Anglikami, którzy nas zdominowali. W meczach ze Słowacją i Szwecją mieliśmy okazje do strzelenia kolejnych goli, gdybyśmy byli bardziej skuteczni, to odbiór naszej postawy byłby lepszy. Mimo że zaprezentowałem się z dobrej strony, to pozostał duży niedosyt. O turnieju myślałem jeszcze kilka dni po jego zakończeniu, ale miałem też krótki urlop i nie mogłem sobie pozwolić na dłuższe rozpamiętywanie. Zwłaszcza, że pojawiła się oferta z Legii.

Postawa na turnieju otworzyła ci szansę powrotu do Warszawy?

– Po zakończeniu sezonu nie miałem żadnych ofert. Później, tymi sprawami zajął się mój menedżer, któremu bardzo dziękuję. Dzięki niemu, na MME miałem spokój, mogłem skupić się tylko na grze w reprezentacji. O tym, że Legia chce mnie z powrotem, dowiedziałem się dopiero kilka dni po turnieju.

Długo zastanawiałeś się nad ofertą?

– Wcale. Po pierwsze, mam stąd same dobre wspomnienia sprzed trzech lat, kiedy wchodziłem do drużyny. Po drugie, Legia była konkretna i wiedziałem, że będę się w niej czuł potrzebny. Po trzecie, zespół trenuje Jacek Magiera, z którym znam się bardzo dobrze. To nie tylko świetny trener, ale też doskonały człowiek, przy którym na pewno zrobię kolejny krok naprzód. Odrzucenie oferty mistrza Polski byłoby grzechem.

Nie miałeś obaw, że podobnie jak trzy lata temu, nie uda ci się wywalczyć miejsca w drużynie?

– Nie, bo jestem piłkarzem lepszym i bardziej doświadczonym, niż wtedy. Kiedy debiutowałem w Legii, cieszyłem się z każdej chwili na boisku. Teraz mam ambitniejsze cele, chcę grać więcej, być ważnym ogniwem drużyny. Oczywiście zdaję sobie sprawę z ogromnej rywalizacji i oczekiwań, ale jestem na to gotowy. Zawsze byłem cierpliwy i pracowity, więc jeśli trener uzna, że na razie nie należy mi się miejsce w podstawowej jedenastce, to ja na każdym treningu będę pokazywał, że zasługuję na szansę. A kiedy już ją dostanę, to wszystko zależeć będzie ode mnie.

Byłeś rozczarowany, że twój pierwszy pobyt w klubie zakończył się niepowodzeniem?

– Kiedy przychodziłem do Legii, marzyłem o grze w pierwszym zespole, więc lekki niedosyt na pewno był. Nie mogłem jednak narzekać. Dostałem szansę debiutu, wszedłem na wyższy poziom. Jestem wdzięczny trenerowi Bergowi, że mnie dostrzegł i mi zaufał. Walczyłem o miejsce w składzie, ale w tamtym czasie nie byłem na to jeszcze gotowy. Stąd decyzja o odejściu na wypożyczenie do Wigier, a później do Ruchu. Potrzebowałem regularnej gry i jak pokazało życie, był to słuszny krok.

Berg dał ci szansę, ale nie widział w tobie skrzydłowego, tylko bocznego obrońcę.

– Nigdy wcześniej nie grałem na tej pozycji, to był pomysł trenera Berga. Na boku obrony zagrałem dwa razy i to cała moja przygoda z tą rolą. Trener Marcin Dorna próbował mnie tam też w reprezentacji, ale szybko zobaczył, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie można niczego robić na siłę… Czytałem w mediach, że w Legii mógłbym być alternatywą na bok obrony, ale ja tam nie umiem i nie lubię grać. Najlepiej czuję się na skrzydle. Oczywiście, jeśli trener Magiera będzie potrzebował mnie w defensywie, to ja dam z siebie wszystko, ale na pewno będę potrzebował pomocy.

W styczniu 2016 roku Legia sprzedała cię do Ruchu. Wierzyłeś wtedy, że jeszcze wrócisz na Łazienkowską?

– Nie. Kiedy Ruch zdecydował się mnie wykupić, czułem, że zamykam piękny etap. Nie spodziewałem się, że Legia jeszcze kiedyś się po mnie zgłosi. Tym bardziej nie spodziewałem się, że nastąpi to tak szybko. Wielu młodych chłopaków z klubu przeszło podobną drogę, żaden z nich do Warszawy później nie wrócił. Etap związany z Legią miałem definitywnie zamknięty, ale życie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. To, że mistrz Polski postanowił mnie odkupić, jest dla mnie wielkim wyróżnieniem i motywacją na przyszłość.

Czego nauczyłeś się w Chorzowie?

– Przede wszystkim stałem się dojrzalszym zawodnikiem. Grałem regularnie, nabrałem doświadczenia w ekstraklasie. Dzięki postawie w Ruchu dostałem powołanie do młodzieżowej reprezentacji Polski, zagrałem na MME, w konsekwencji wróciłem do Legii. W Chorzowie mogłem uczyć się m.in. od Łukasza Surmy, więc doświadczyłem nowych rzeczy nie tylko na boisku, ale też poza nim. Odbyliśmy wiele rozmów, usłyszałem wiele cennych uwag. Jestem mocniejszy nie tylko piłkarsko, ale też mentalnie.